czwartek, 13 lutego 2014

Shoo be doo - Wine boots

Witajcie!

Wygląda na to, że znów napiszę o butach (a mam jeszcze parę par do opisania, zatem szykujcie się na obuwniczy sezon)!

Chyba jeszcze nie pisałam Wam o moich bordowych botkach. To jest żywy dowód na to jakie mamy zaległości.

Botki kupowałam... UWAGA... latem! :) 

Idealnie pasowały na gołe nogi, do jeansowej, krótkiej sukienki z wyszywanym motywem boho. Wiedziałam jednak, że przydadzą się też do innych zestawów - zwłaszcza, że jesienią kolor wina był bardzo modny.


Są zamszowe i mają wstawki z licowanej skóry. Charakteryzuje je szpiczasty nosek, który nie jest typowy dla mnie. Może dlatego tak je lubię, bo są inne od tych butów, które zazwyczaj wybieram.


Długość idealnie do kostki powoduje, że wyglądają dobrze zarówno do spodni jak i spódniczek, czy sukienek.


Obcas w tych botkach nie jest zbyt wysoki, więc wygodnie się w nich chodzi, a te parę centymetrów działa jednak korzystnie na sylwetkę. Podoba mi się także ozdobne wykończenie na piętach, które jest miłym akcentem dla takich estetycznych wariatów jak ja ;)


Jak widać zapinane są na zamek wszyty po wewnętrznej stronie, który ułatwia ich zakładanie.

Nosiłam je głównie jesienią, ale sądzę, że obecna aura sprowokuje mnie do tego, aby częściej je wykorzystywać.

Moje ulubione zestawy to, gdy łączyłam je z koronkową spódnicą i kremową bluzką w bordowe, etniczne wzory (w ostatnie dni lata też bez rajstop) lub do "skórzanych" bordowych rurek lub jak niedawno - do wzorzystych spodni 7/8 :) 




3 komentarze:

  1. Przecudownie a kolor wprost boski ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie uwierzysz, ale ja - JA! - mam całkiem podobne, w takim samym kolorze i ogólnym stylu :) Moje jedyne buty na obcasach... Leżą zapomniane w szafie i mimo że mi się podobają, są zbyt niewygodne dla mnie, zwolenniczki płaskich butów, żebym nosiła je więcej niż 2-3 razy w sezonie. Jednak nie zdołałam samej siebie przekonać, żeby zacząć nosić obcasy. Zresztą byłabym w nich wyższa od Gorana. Wolę tenisówki ;)

    OdpowiedzUsuń