wtorek, 13 sierpnia 2013

ŚLUB: Pomysł na wieczór/weekend panieński

Pierwszy raz w życiu zostałam poproszona o bycie świadkiem na ślubie. W momencie, w którym to nastąpiło zupełnie nie wiedziałam jaka będzie moja rola? Do tej pory byłam gościem zaledwie na 3 ślubach i weselach, więc nie miałam okazji zapoznać się z odpowiedzialnością, którą ciąży na świadkach.

Dzięki paru książkom i "wujkowi Google", zdobyłam podstawowe informacje, a reszta pozostała w moich rękach.

Postanowiłam przybliżyć Wam cały proces przygotowawczy widziany z mojej perspektywy, więc na blogu znajdziecie w najbliższym czasie parę postów z serii ŚLUB.

Pierwszy wpis dotyczy kwestii związanych z przygotowaniem wieczoru panieńskiego. 

Rozpoczęłam je od wywiadu z Panną Młodą (PM). Poprosiłam, aby podała mi namiary na osoby, które chciałaby zaprosić oraz terminu, który jej odpowiada. Na tej podstawie utworzyłam grupę na Facebooku, która pozwoliła mi zrzeszyć wszystkie zaproszone osoby i usprawniła proces komunikacyjny. 

Pomysł na spędzenie wieczoru wyszedł od samej zainteresowanej. Miał to być wieczór panieński na promie. Wypłynięcie w piątek wieczorem z portu w Gdyni, zabawa na promie + open bar, dopłynięcie do Karlskrony (bez opuszczania pokładu) i powrót do Gdyni w sobotę wieczorem. Niestety z braku chętnych impreza nie doszła do skutku.

Postanowiłam więc sama zaaranżować dwuosobowy, weekendowy wieczór panieński - typowo babski czas w stolicy.



Na naszej liście było kilka punktów do realizacji.

PIĄTEK 09.08 

Punkt 1
Przed wyjazdem do Warszawy poszłyśmy zjeść coś w małej, tajskiej knajpce.



Punkt 2
Panna Młoda chciała koniecznie odwiedzić nowo powstały sex shop, w którym pełno było intrygujących, estetycznie wykonanych zabawek i akcesoriów.



Spędziłyśmy tam bardzo miły czas :)

Punkt 3 
Na naszej autostradowej drodze do stolicy postanowiłyśmy zrobić sobie mały przystanek w Burger Kingu. Tam przystroiłam PM w koronę, która później wylądowała także na mojej głowie.



Także tam pogoda przestała nam sprzyjać, bo naciągały czarne, groźne chmury, które do sobotniego ranka zapewniły nam burze z piorunami i ulewny deszcz.



Punkt 4
Dość późno dotarłyśmy do hotelu, w którym miałyśmy się przygotować do wyjścia na miasto. Okazało się, że oprócz mojego szampana, miałyśmy do wypicia także ślubne wino, które wzięła ze sobą także PM. Po toaście wręczyłam PM prezent, który powstał z myślą o dniu ślubu. Była to bransoletka Lilu.




Dodam jeszcze, że przygrywał nam kanał Polo TV ;)

Niestety ilość alkoholu pokonała PM, a ulewny deszcz nie wpłynął pozytywnie na mobilizację i wyjście na drinka do klubu. 

SOBOTA 10.08

Punkt 5
Pogoda niestety nadal nam nie dopisywała :(




Po śniadaniu poszłyśmy wymedlować się z pokoju i spacerem przesłyśmy do Złotych Tarasów, które są zawsze moim punktem obowiązkowym podczas wizyt w Warszawie. 



Okazało się, że Panna Młoda - mimo wizyt w stolicy jakimś  przedziwnym trafem nigdy wcześniej nie była w tym centrum handlowym. Miałam więc misję, aby w 2 godziny pokazać jej moje ulubione sklepy. 

Po szybkiej rundzie stwierdziłyśmy, że i tak musimy tu jeszcze tego dnia wrócić, aby dokończyć shopping.

Mnie udało się jednak kupić szorty na wyprzedaży w Zarze (kolejnego dnia już je ubrałam)... 




...i kosmetyki w MAC:






Punkt 6
Odrobinę spóźnione dotarłyśmy do najważniejszego punktu całego wyjazdu - do uroczego Fiuu Fiuu Day SPA.



Zarezerwowałam tam dla nas jeden z programów, na który składał się masaż całego ciała, masaż i maseczka na twarz, manicure oraz makijaż lub mycie z modelowaniem włosów.



Masaże były cudowne, a manicure wykonywany lakierami OPI bardzo mi się podoba.

Miałyśmy niestety małą przygodę, bo okazało się, że nie do końca jasno określone zostało to, że od razu należy się zadeklarować, czy chcemy makijaż czy modelowanie włosów? Na koniec zabiegów fryzjer zajął się naszymi włosami, a gdy skończył zdziwiłyśmy się, że to już koniec i nikt nie oferuje nam makijażu. 

Jak się później okazało, pani recepcjonistka u której telefonicznie rezerwowałam termin zapisała (bezpodstawnie), że chcemy modelowanie. Po wyjaśnieniu nieporozumienia inna recepcjonistka zaoferowała, że udostępni nam kosmetyki, abyśmy mogły się pomalować. Jednak po chwili - pani kosmetyczka powiedziała, że nie może tak zrobić i że ma 10 min do następnej klientki,  więc ewentualnie może jedną z nas pomalować. W konsekwencji pomalowała nas obie. Nam chodziło głównie o podkład i róż, bo po maseczce nie wyglądałyśmy zbyt atrakcyjnie a w planie miałyśmy dalsze atrakcje na mieście. Rzęsy wytuszowałam sobie sama :)  



Punkt 7 
Po emocjach, które towarzyszyły nam pod koniec wizyty w SPA przeszłyśmy się kawałek ul.  Mokotowską, na której co krok napotykałyśmy na kuszące wystawy tamtejszych butików. Dobrze, że sklepy były już zamknięte :)

Podczas spaceru ostatecznie dokonałyśmy wyboru restauracji - wahałyśmy się między 77 Sushi a Aioli.

Na Placu Trzech Krzyży podeszłyśmy do taksówki, żeby podjechać kawałek, bo padał deszcz a i czasu miałyśmy mało. Pan taksówkarz, był szczerze zbulwersowany, że ośmieliłyśmy się mu przerwać lekturę i z wielką łaską podwiózł nas w okolice Świętokrzyskiej.

Punkt 7 i 1/2
Aioli to restauracja bardzo nowoczesna, modna obecnie w stolicy i serwująca smaczne jedzenie. 



Byłyśmy już bardzo głodne, więc zamówiłyśmy wiele potraw, ale część z nich na pół. Panna Młoda była zachwycona miejscem i potrawami.

Punkt 8
Po jedzeniu spacerem wróciłyśmy do Złotych Tarasów. PM dokonała ostatecznych wyborów i zakupów. Ja dokupiłam pomadkę i pudło na drobiazgi, którego wzór i kolory mnie zachwyciły.






W podziękowaniu za zaaranżowanie wyjazdu otrzymałam świecznik z Bath & Body Works. 





Punkt 9
Ostatnim rzutem oka na PKiN pożegnałyśmy stolicę i wróciłyśmy na parking po auto.



Droga powrotna do domu szybko zleciała. Rozmawiałyśmy oczywiście o ślubie i o tym, co jeszcze wymaga przygotowania.

Także Wy dowiecie się, co jeszcze było do zrobienia, więc czekajcie na następny post :)

1 komentarz: