poniedziałek, 6 maja 2013

Moja grecka majówka


Majówka w tym roku była dla mnie ważnym wydarzeniem, do którego długo  przygotowywałam się psychicznie. Chciałam, aby ten czas był wyjątkowy. Już na początku roku wybrany był cel podróży (pisałam o tym w poprzednim poście), czyli Grecja, a im bliżej samego wylotu, tym więcej przygotowań i prac organizacyjnych. 

Poniżej mini dziennik i zdjęcia outfitów :)

SOBOTA 27.04
Przed samym wyjazdem postanowiłam zadbać o moje biedne, przesuszone włosy i wybrałam się do nowego fryzjera, który na szczęście okazał się być wybawcą a nie oprawcą ;) Poddałam się procesowi nabłyszczania włosów, które pozamykało łuski oraz nadało włosom miękkości i gładkości. Dzięki temu teraz o wiele mniej się plączą. Fryzjer delikatnie pocieniował mi włosy jednocześnie pozbywając się przesuszonych, zniszczonych końców.  



Także tego dnia przyjechali w odwiedziny moi rodzice, którzy zabrali mnie na pyszny obiad i deser oraz obdarowali przepięknymi prezentami, które wiele dla mnie znaczą.

NIEDZIELA 28.04
Ten dzień upłynął mi na sprzątaniu, praniu, prasowaniu i pakowaniu. Zastanawiałam się także jakie rzeczy zabrać, więc przejęłam łóżko na którym rozłożyłam ubrania, aby zdeycdować jakie zestawy i dodatki będą odpowiednie.




Póżniej został "tylko" wybór i selekcja kosmetyków. Było to dla mnie trudnym zadaniem ze względu na ograniczenia wynikające z lotniczej polityki dot. bagażu podręcznego i występujących w nim płynów oraz pojemności... ale jakoś dałam radę :) Dziękujemy producentom kosmetyków za próbki i miniaturki!

PONIEDZIAŁEK 29.04
To dzień wylotu, ale jeszcze rano pędziłam z moim mężczyzną do butiku PINKO, aby przed wyjazdem zdążyć kupić mój prezent urodzinowy :)



Dylemat miałam ogromny, bo to poważna decyzja a obie torebki bardzo mi się podobają. Ostatecznie zdecydowałam się na tę w kolorze indygo, bo jest bardziej zwariowana ;) Pewnie będzie o niej oddzielny post.



A później frrrrru na lotnisko!



WTOREK 30.04 
Wtorek zaczęliśmy śniadaniem ze świeżo wyciskanym sokiem z pomarańczy, porcją lodów i intensywnym poznawaniem Chani. Byliśmy prawie wszędzie! ;)







Ostatecznie był to bardzo, bardzo udany dzień, który mile zapamiętam do końca życia. Ubolewam tylko nad tym, że tak paskudnie się opaliłam - te blade "rękawki" będą mnie prześladować i ciężko będzie je wyrównać :( Zobaczycie je na późniejszych zdjęciach.

Zrobiłam też wielkie KORRESowe zakupy, bo zgrzeszyłabym gdybym wyjechała z Grecji bez choćby jednej rzeczy tej marki, ale o tym post będzie nieco później. 

Pod koniec dnia przetransportowaliśmy się do naszej bazy tj. Kissamos, gdzie delektowaliśmy się przepięknym hotelem.

ŚRODA 01.05
To moje urodziny! Spędziliśmy je dość leniwie - najpierw zjedliśmy śniadanie, później zrobiliśmy rundkę po miejscowości a ostatecznie zasiedliśmy knajpce w cieniu nad brzegiem morza i delektowaliśmy się spokojem tego miejsca. 






Wieczorem poszliśmy na uroczystą kolację tuż nad brzegiem morza kreteńskiego.




CZWARTEK 02.05
Kolejnego dnia wynajęliśmy auto i zrobiliśmy cudowną wycieczkę wzdłuż zachodniego brzegu wyspy - od położonej na północy, idyllicznej plaży, poprzez górzyste przełęcze aż do różowej plaży położonej na południu.








Po powrocie do hotelu, skorzystaliśmy z faktu, że dysponujemy autem i wieczorem pojechaliśmy do najlepszej restauracji/tawerny w regionie. 




Było naprawdę romantycznie i smacznie!



PIĄTEK 03.05
Szkoda, że nadszedł piątek, bo to nasz ostatni dzień na wyspie i wieczorem czekała nas podróż powrotna do ojczyzny. Udało się jednak jeszcze zjeść ostatnie śniadanie na tarasie, chwycić trochę słońca przy basenie oraz pokręcić się trochę po Chani.






Na koniec pobytu kupiłam jeszcze piękną, turkusową bransoletkę, której kolor bardzo mnie cieszy i będzie już zawsze przywoływał moje kreteńskie urodziny, którym dedykowany był cały wyjazd :) 



W samolocie napadła mnie mała głupawka...



Wrocław przywitał nas deszczem :( Podobo w Polsce przez czas naszej nieobecności w kraju padało i było zimno.

SOBOTA 04.05
To dla mnie kolejny uroczysty dzień i bardzo fajnie, że przestało padać, bo mogłam go spędzić na łonie natury, otoczona przepięknymi kwiatami :)







Oficjalnie zainaugurowany został też sezon grillowy i zjedzona została pierwsza kiełbaska! Oczywiście nie obyło się bez greckich oliwek.



NIEDZIELA 05.05
Wszystko co dobre, kiedyś się kończy i nadszedł czas ostatecznego powrotu do domu. W drodze okazało się jednak, że zostaliśmy zaproszeni na grilla do znajomych, więc chwile beztroski mogły trwać jeszcze odrobinę dłużej... 



Wieczorem miło było położyć się w swojej sypialni, w swoim łóżku i zamykając oczy do snu powspominać te wszystkie przyjemne, ciepłe chwile spędzone z dala od domu...


Dobranoc :)

7 komentarzy:

  1. ah, przyjemnie było pooglądać takie zdjęcia <3
    zazdroszczę okrutnie!: )

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana!

    Wyglądasz obłędnie!!:))
    Wg mnie jesteś takim typem kobiety, że bez względu co założysz, wyglądasz obłędnie:)
    A ja mam takie pytanie:
    Czy możesz mi powiedzieć gdzie kupiłaś tę piękną niebieską sukienke (stylizacja z wtorku 30.04)?:)Jest piękna! To obecna kolekcja?

    całusy z Krakowa!!!
    ********

    marynia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Takie komplemety są bardzo miłe :)

      Tunikę wyhaczyłam zupełnie przez przypadek w lutym w C&A. Nie odwiedzam tego sklepu, ale tunika krzyczała do mnie z wystawy i tak stałam się jej właścielką :) Ciężko mi więc stwierdzić, czy są jeszcze dostępne.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Dziękuję Ci Kochana bardzo!!!!!

    Mam jeszcze jedno pytanie;) Czy nadal używasz podkładu Chanel Vitalumiere aqua?? Jesteś niego zadowolona? Jestem ciekawa jak się sprawdził w słonecznej Grecji:)
    Szukam właśnie fajnego podkłądu na wakacje, za miesiąc lecę na Sycylię i zastanawiam się co zakupić...

    Uściski!!!

    marynia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, będąc w Grecji jeszcze używałam CHANEL VITALUMIÈRE AQUA, bo pasował do mojego pozimowego odcienia skóry. Jestem z niego bardzo zadowolona i polecam. Ma filtr SPF 15, więc chroni przed szkodliwymi promieniami UV. Uważam, że jest trwały, ale nieciężki więc wygląda bardzo ładnie i naturalnie na skórze.

      Na majówce mimo wszystko odrobinę się opaliłam na twarzy (zdrowo i pd razu na brązowo), więc po powrocie używam Bourjois Healthy Mix, który podobny jest do CHANEL PRO LUMIÈRE i też polecam.

      Mam nadzieję, że pomogłam. Miłego pobytu na Sycylii - już zazdroszczę!

      Pozdrawiam i zapraszam częściej :)

      Usuń
  4. Dziękuję Kochana!:)

    Ach, na Sycylię lecimy z mężem i rocznym synulem więc będzie wesoło:)Patrząc na zawartość Twej walizji odrobinę zazsdroszczę, gdyż ja mogę zająć max połowe naszej małżeńskiej. Młodego też trzeba gdzię spakować;) Zatem odpadają szpilki i sukienki na wieczorne kolacje. Oj, jakoś muszę ten temat ogarnąć. Marzę o tym wyjeździe, bo od 3 lat nie byłam na porządnych, ciepłych wakacjach.

    A propose podkładu, też bardzo lubię Bourjois HM(mam nr 52), ale jako że mam na polikach pajączki, nie kryje zbyt mocno ich:( Muszę do niego czegoś dodać. Teraz mieszam go z Shiseido tym niebieskim fluidem z SPF ale on mi w ogóle nie pasuje. Kolorówka marna,efekt na skorze mało naturalny, hmmm dlatego myślę o tym Chanelku, gdyż bardzo mi się podoba efekt na skórze. A mogę jeszcze spytac jakiego używałaś odcienia? Szukam czegoś z żółtym podtonem:)

    Uściski!

    m

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój odcień to 20 BEIGE (więcej o podkładzie pisałam tu: http://mableis.blogspot.com/2012/03/woda-od-chanel-czyli-vitalumiere-aqua.html), ale teraz pewnie 30.

      Podkład też nie jest bardzo kryjący, więc nie wiem jak zakryje pajączki. Może przed kupnem warto poprosić o próbkę, żeby przetestować?

      A ja się właśnie "czaję" na niebieski Shiseido, ale teraz już nie wiem. Też muszę przetestować.

      Udanego pakowania!

      Usuń