niedziela, 3 marca 2013

Shoo be doo - Black heels

Każda kobieta powinna mieć w swojej szafie filary klasycznej garderoby. Pisałam już kiedyś o tym, dawno temu, jakoś na początku mojej przygody z blogiem.

Jako kobieta pracująca (zwłaszcza w międzynarodowej korporacji), muszę mieć porządne, czarne szpilki. Moja mama od dziecka wpajała mi i dbała o to, abym miała te podstawowe elementy, więc czarne półbuty miałam zawsze.

Wiadomo, że buty kiedyś kończą swój żywot, więc przyszła też pora na moje czarne, lakierowane szpilki, które kupowałam jeszcze w trakcie studiów. Znalezienie dla nich zastępstwa nie było łatwym zadaniem.  

Szukałam w wielu miejscach i najczęściej spotykałam się z hiper wysokimi szpilami na platformie. Nie chciałam takich, choć są bardzo seksowne. W końcu klasyka to klasyka. Wybrałam więc te, do których mały wstęp zrobiłam już tu:


Wolałabym, aby były lakierowane - tak jak poprzednie, ale niestety nie można mieć wszystkiego. Ważne, że są z prawdziwej, delikatnej skóry. Z drugiej strony, może to dobrze? Mam przynajmniej urozmaicenie. 


Obcas nie jest zbyt wysoki, ale wystarczy, aby wysmuklić sylwetkę, co mimo wszystko wygląda naturalnie. Dzięki nim poruszam się normalnie, a nie jak na szczudłach. I co ważne, mogę  chodzić w nich cały dzień, czyli min. 8 godzin.


Bardzo lubię okrągłe noski, więc te szpilki są po prostu stworzone dla mnie :)


Nie muszę chyba pisać do czego noszę czarne, klasyczne szpilki, bo to dość oczywiste :) Unikam jednak połączeń ze zwiewnymi, lekkimi kreacjami w pastelowych kolorach, czyli szytuacji, gdzie takie buty mogłyby wyglądać po prostu zbyt ciężko i przytłaczająco.

Myślę jednak, że np. do krótkiej, obcisłej spódniczki w wiosennym, limonkowym kolorze oraz luźnego, czarnego topu z rękawem 3/4 będą dobrze pasować. Obronią się też z białą sukienką, jeśli jest z grubego płótna lub innego "mięsistego" materiału, ale wtedy z wyrazistymi, czarnymi dodatkami np. dużym pierścionkiem lub naszyjnikiem. 

1 komentarz: