sobota, 23 lutego 2013

Aquarelle


Kolejną rzeczą (oprócz tego), której może jeszcze o mnie nie wiecie jest to, że mam od dziecka zapędy artystyczne. Niestety talentu raczej nie wystarcza mi do bycia prawdziwym artystą, ale zawsze lubiłam sobie coś tam potworzyć :) 

A to własnoręcznie robiłam kartki okolicznościowe, a to coś pomalowałam. Nawet makijaż i pakowanie prezentów jest jakąś formą ekpresji artystycznej, prawda?

Poza tym moja miłość do kolorów, pięknych przedmiotów i detali, wyraża się też trochę w ubiorze oraz moich zapędach dekoratorskich. Ostatnio (na większą skalę zaczęło się to od poduszek), ciągle coś ulepszam w domu, a gdybym mogła, to zmieniłabym kolory ścian. 

Tym razem wzięłam się za przedpokój. Jest to często zapominane miejsce, a przecież to pierwszy punkt styczności gości, świata zewnętrznego - z naszym. Powinien więc mówić coś o jego mieszkańcach.

Mój przedpokój jest dość mały - po lewej stronie od wejścia są szafy z lustrem, na wprost drzwi do łazienki i komoda, na prawo drzwi do sypialni i długie lustro, a za "zakrętem" przejście do dalszej części mieszkania. 

Niewiele mogę tam zdziałać, więc jedyną powierzchnią do dekoracji jest komoda i ściana nad nią.

Stopniowo zbierałam odpowiednie elementy, ale wciąż coś mi nie pasowało.


W końcu znalazłam wymarzoną lampę, ale wciąż brakowało czegoś nad komódką. Myślałam o dużym lustrze w ozdobnej ramie lub o dużym obrazie. Pomysł z lustrem odpadł, bo przecież już mam dwa. Zaczęłam więc poszukiwania obrazu. 

Wszystko w zasięgu moich możliwości finansowych wydawało mi się zbyt banalne lub powszechne. Szukałam jakiegoś motywu roślinnego lub abstrakcji w pastelowych kolorach, ale nic nie znalazłam. Zamiast się poddać, postanowiłam sama sobie stworzyć obraz jakiego potrzebowałam :)

Wybrałam akwarele, bo je uwielbiam i najlepiej czuję się w tej technice. 

Zaczęłam od zakupu odpowiednich ramek. Znalazłam idealną, dużą, kwadratową w kolorze ciemnego drewna (pasuje do komody i podłogi) z kremowym passe-partout. 


Przy okazji kupiłam jeszcze jedną ramkę na obrazek do sypialni... 


...oraz obraz z motylami, bo zachwycił mnie swoją wielowymiarowością (też do sypialni). 



Większy problem miałam z moimi przyborami do malowania, bo wszystkie zostały w domu rodzinnym, zakopane gdzieś w piwnicy lub garażu pośród innych rzeczy z czasów liceum. Musiałam więc zaopatrzyć się w bloki do malowania, pędzle no i w farby oczywiście!


Wybrałam dwa rodzaje bloków w formacie A3 z papierem o różnej fakturze i gramaturze.



Powyżej - 190 g/m2, poniżej - 210 g/m2


Zestaw (12 sztuk) pędzli syntetycznych wydał mi się właściwy. Dobrze się spisały.



Pozostając w temacie zestawów - wybrałam 24 tubki farb akwarelowych.



Nie mogłam się powstrzymać przed sprawdzeniem koloru, przebiłam zabezpieczenie tubki i polała się... farba, brudząc nakrętkę :)


Tak wyposażona zabrałam się do pracy. Poniżej jej efekty - już po oprawieniu.

Najpierw obraz do przedpokoju, czyli pastelowa abstrakcja :)



A tu, obraz do sypialni - znów abstrakcja, ale w żywszych kolorach.



Byłam ogromnie podekscytowana samym faktem, że będę wreszcie (po parunastu latach przerwy) znów malować i osobiście, więc nieobiektywnie, jestem bardzo zadowolona z efektu!   

A teraz to, po co to wszystko było, czyli moja ostateczna, wreszcie ukończona kompozycja w przedpokoju. Myślę, że mówi trochę o mnie :)



Z fleszem:



Na koniec tego przydługiego postu, krótki opis bibelotów, które stoją na komodzie.


Jest tam trochę z marzycielki - stąd te dziewczęce baletki, trochę miłości do ramek, zdjęć, kwiatów, samolotów oraz światła tj. świeczek w fikuśnych świecznikach :)

3 komentarze:

  1. Kącik, który uspokaja, piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd masz taki fikuśny świecznik-sówkę? Jest boski. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dostałam w prezencie, ale to chyba Flo :)

      Usuń