niedziela, 2 grudnia 2012

MAC ATTACK!

Mój wczesnolistopadowy (widać jakie mam zaległości w pisaniu) pobyt w Warszawie nie mógł się odbyć bez wizyty w MAC :)

Tym razem polowałam na elementy kolekcji Carine Roitfeld - przez lata redaktor naczelnej francuskiego Vouge'a, która ma swój charakterystyczny look.

Chciałam przede wszystkim przyjrzeć się jej na żywo i na pewno kupić pomadkę nude oraz ewentualnie zestaw cieni z bronzerem. 


Niestety Warszawianki były szybsze i kolekcja była już bardzo przebrana. Zostały tusze, lakiery i na szczęście pomadki!


Skoro nie mogłam już zbobyć paletki cieni, która występowała wraz z kremowym bronzerem, postanowiłam wybrać bronzer z regularnej kolekcji MAC, bo przecież cieni i tak mam bardzo dużo :)

Moja mama, która mi wówczas towarzyszła, stwierdziła, że już do starości nie musiałabym kupować kosemtyków, bo spokojnie mi wystarczą... Taki czarny humor.


Ja natomiast ze sklepu wyszłam dość zadowolona - z pomadką LUSTRE w kolorze TROPICAL MIST i pudrem bronzującym w kolorze MATTE BRONZE.




Pomadka ma oczywiście ten cudowny, apetyczny zapach charakterystyczny dla MAC. Jest bardzo delikatna w kolorze - wręcz transparentna, więc jeśli ktoś oczekuje mocnego efektu nude zawiedzie się. Na ustach wygląda prawie jak balsam/błyszczyk.


Bronzer (wiem, że po polsku pisze się "brązer", ale jakoś mnie to nie przekonuje, więc wolę pisać z błędem) jest kompletnie matowy. 


Na zdjęciu tego nie widać, ale gdy porównuję go z LAGUNA od NARS, to ich odcienie wyglądają niemal identycznie. MAC ma widoczne ciepłe tony, które nie przeszkodzą mi używać go nietylko do "opalania buzi", ale też do konturowania kształtu twarzy.


Już jutro na blogu pojawi się fotorelacja makijażu wykonanego tymi produktami, więc zapraszam! 

3 komentarze: