sobota, 5 maja 2012

Mój pierwszy LUSH

 

Będąc z wizytą u naszych południowych sąsiadów, sprawiłam sobie dodatkowy prezent urodzinowy w postaci wizyty w małym sklepiku LUSH w Pradze, a później cały dzień paradowałam z ich firmową torebką zwiedzając miasto ;)


  
Było tam wiele ciekawych rzeczy, które chciałabym wypróbować, bo przecież niektóre są już kultowe, ale niestety podeszłam rozsądnie do tematu. 


Ustaliłam priorytety i na samej górze mojej listy znalazł się produkt must-have, czyli lip scrub. Całe życie borykam się z problemem suchych ust, a co za tym idzie mam wrażenie, że łuszczy się on o wiele bardziej niż u innych ludzi :) W związku z tym bywa, że niektóre pomadki i błyszczyki wyglądają nieestetycznie. Mam nadzieję, że ten jadalny, cukrowy (i bardzo smaczny) peeling mi pomoże. Kupiłam SWEET LIPS aromatyzowany kokosem i wanilią, który paradoksalnie smakuje jak świeżo pieczone ciasteczka czekoladowe.



Drugi produkt, który wydał mi się wart drugiego miejsca na liście to massage bar Shimmy Shimmy w postaci serduszka. Zawiera złote drobinki, więc idealnie nadaje się na ramiona, nogi i dekolt. Pięknie nabłyszcza i pachnie trochę ziołami a trochę wanilią oraz lawendą, więc nie zjedzą mnie móle ;P


Jest to produkt, który trudno przechowywać, bo łatwo się topi i niewłaściwie opakowany chwyta kurz. W związku z tym kupiłam do niego aluminiową puszeczkę LUSH.


Przy "czekaucie" dostałam kawałek mydełka (Maxifík, co chyba bardziej znane jest jako Figs and Leaves, ale pewności nie mam) do przetestowania i podpisałam petycję dot. walki z testowaniem kosmetyków na zwierzętach, za co otrzymałam pin z napisem po czesku ;)   



Znaczy to mniej więcej, że walczymy przeciwko testowaniu (kosmetyków) na zwierzętach! Walczę i ja, bo kocham zwierzątka - zwłaszcza te futrzaste! ;)

1 komentarz:

  1. Kocham Lush, tylko przesyłka taka droga. Ale w tym roku w drodze na wakacje muszę zahaczyć o jakiś sklepik, koniecznie;-)

    OdpowiedzUsuń