środa, 8 lutego 2012

Inspiracja: lata 60. i 70.

Nowy skarb, o którym pisałam w poprzednim poście zainspirował mnie do stworzenia nieco oddmiennego od mojego codziennego makijażu.

(Prawie) matowy bronzer skojarzył mi się z latami 60. i 70. kiedy to królował dość graficzny w wyrazie makijaż - stąd też i eye-liner.


Całość musiała być matowa, w zw. z tym tylko takich produktów starałam się używać, co nie ukrywam było sporym wyzwaniem.   

Główną atrakcją tego make-up'u są oczy.


Na całą powiekę nałożyłam jasny, matowy cień. Następnie w załamaniu powieki nałożyłam też matowy cień w kolorze ciepłego beżu. Wewnętrzne kąciki rozjaśniłam białym cieniem.


Na górnej powiece zrobiłam dość grubą krechę czarnym eye-linerem, a dolną podkreśliłam czarnym cieniem zostawiając niewielki odstęp między linią rzęs a miejscem jego nałożenia. Wewnętrzną linię dolnej powieki rozjaśniłam jasną, cielistą kredką. Ten zabieg optycznie powiększa oko. 


Górne i dolne rzęsy wytuszowałam czarną maskarą, przy czym te górne dość mocno, a dolnych tylko końce.


Na usta nałożyłam cielistą pomadkę Rimmel z kolekcji Kate Moss, która wg mnie ma kolor idealnie wpisujący się w klimat lat 60./70.


Na koniec wymodelowałam policzki bronzerem LAGUNA by NARS i użyłam odrobinę różu Chanel w klasycznym, ciepłym kolorze.


Tu (i na pierwszym zdjęciu) widać w akcji moje kolczyki Lilou w kolorze malinowego złota, o których pisałam w styczniu.

Wiem, że ten makijaż nie jest za bardzo neutralny, ale po pierwsze: nie zawsze musi być tak zwyczajnie, po drugie: do odważnych świat należy, po trzecie: może kogoś coś tu zainspiruje :)

1 komentarz: