niedziela, 2 października 2011

Metaliczna kreska

Gdy pisałam o baletkach ze złotą kokardką na dole umieściłam informację, że do posta wkleję za jakiś czas zdjęcia makijażu z mataliczną kreską, który widziałam w kampanii NARS. 

Zrobiłam taki makijaż i postanowiłam mu zadedykować osobny wpis. Więc oto on! :)


Na całą powiekę nałożyłam matowy, liliowy cień. Jego pigment nie jest mocny więc odcień właściwie można ledwo dostrzeć, ale to nic ponieważ traktuję go jako bazę. W załamaniu powieki nałożyłam ciemiejszy cień w chłodnej tonacji. Wewnętrzny kącik oraz linię pod łukiem brwiowym standardowo rozjaśniłam tym samym, lekko błyszczącym cieniem. 



Najważniejsza jest tu kreska. Nie za cieńka, nie za gruba. Istotne, aby była metaliczna. Ja wybrałam płynny eye-liner INGLOT nr 31 w kolorze stalowo-niebieskim, ma właśnie ten metaliczny połysk. Rzęsy wytuszowałam czarną maskarą. Nie, nie CLINIQUE! :) Tym razem skusiłam się na Benefit. Może dlatego, że wizerunek marki jest w stylu vintage, tak jak charakter tego makijażu?
 


Słodkie lata 50. i 60. wymagają słodkiego koloru ust. Użyłam więc różowej, półtransparentnej i błyszczącej pomadki Estée Lauder oraz różu Sleek, który ma prawie identyczny odcień.


Żałuję tylko, że zapomniałam założyć opaskę na włosy, żeby jeszcze bardziej podkręcić efekt, ale liczę na Waszą wyrozumiałość i wyobraźnię :)


Oto cały zestaw, którego użyłam.


Wykorzystałam wszystkie trzy cienie z pierwszej kolumny od lewej.
 

Tak wygląda w przybliżeniu kolor eye-linera INGLOT.
 

Róż Sleek w kolorze Pixie Pink 936.

1 komentarz:

  1. ta.. nieważne ile razy zabieram się za eyeliner, prawa powieka wychodzi mi rewelacyjnie prosta i nieskazitelna a lewa taka, ze musze wszystko zmazać :) gratuluje wprawy!

    OdpowiedzUsuń