piątek, 7 października 2011

Kulka pod oczy i strzał w stopę

Przekonałam się niedawno, że nie można polegać na utartych schematach. Nie powinno się podajemować decyzji tylko i wyłącznie polegając na renomie/popularności marki. Chodzi mi tu o firmę GARNIER. W gamie jej kosmetyków są dobre produkty, ale niestety też kiepskie.


Roll-on Garnier to cudowny zamiennik zimnej łyżeczki do herbaty przykładanej do powiek, której używały starsze pokolenia, aby pozbyć się opuchlizny. Opakowanie jak flamaster, zakończone metalową kulką, dobrze jest trzymać w lodówce dla zwiększenia efektu chłodzenia.


Produkt jest bardzo wydajny i faktycznie redukuje obrzęk wokół oczu, który zazwyczaj pojawia się po nocy. Po aplikacji trzeba poczekać chwilę aż się wchłonie, a później można już działać wg. swojej rutyny pielęgnacyjnej i makijażowej.


Natomiast balsam do ciała Garnier, przyjemnie pachnie... ale poza tym nie robi nieczego, co wypisano na jego opakowaniu. Ani nie nawilża, ani pielęgnuje i to na pewno nie intensywnie!



Nie tylko GARNIER, ale również inne marki mają lepsze i gorsze produkty. Problem w tym, że  nie zawsze można to wychwycić. Często jest tak, że w naszych mózgach zakorzeniła się informacja o tym jak genialna jest dana marka i w ciemno kupujemy jej produkty. Dzięki internetowi i powszechnie dostępnym opiniom szerokiej rzeszy użytkowników łatwo jest sprawdzić jakość np. kosmetyków, co z pozoru ułatwia podejmowanie decyzji. Nie mniej jednak, kto przed kupnem balsamu w drogerii sprawdza najpierw opinie na forum? Poza tym, to co dla jednego jest rewelacyjne, dla innego może być klapą... 


Według mnie roll-on pod oczy jest strzałem w dziesiątkę, a balsam kompletnym niewypałem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz