środa, 12 października 2011

I miss my long hair...

...but I'm growing it! :) 


Zbliża się ten czas, w którym w zeszłym roku ściełam  włosy. Historia moich fryzur wygląda w duuuużym skrócie tak:

W dzieciństwie nosiłam fryzurę a la Mireille Mathieu, którą uwielbiali moi rodzice, a ja... no średnio. Marzyły mi się kitki, warkoczyki i kokardy. 

Gdy już wywalczyłam sobie jako-taką niezależność decyzyjną zaczęłam zapuszczać, ale nigdy nie mogłam wytrwać i ciągle kusiło mnie do zmian. W konsekwencji nie udawało mi się osiągnąć wymarzonej długości. 

Dopiero na studiach zaczęłam miewać dłuższe włosy. Chcąc utrzymać je w dobrej kondycji regularnie podcinałam końcówki. Niestety to z pozoru banalnie łatwe zadanie przerastało sadystycznych fryzjerów, którzy 1-2 cm mylili z 10-20! Po takich wizytach cały proces zaczynał się od nowa... 

Czasami, spontanicznie nachodziła mnie ochota na pocieniowanie włosów, co też często źle się kończyło. Miewałam też grzywkę, z którą też bywały tragiczne przygody. 

Wracając do jesieni 2010, gdy miałam długie, proste włosy, ale muszę się przyznać, że  zaczęłam rozważać możliwość zmiany głównie ze względu na rodzaj moich włosów. Przez to, że są gęste, ale włos sam w sobie cieńki, bardzo się plączą - zwłaszcza gdy noszę golfy lub szale i chusty. Ostatecznie je ścięłam. Tzw. long bob bardzo mi się podobał i przez długi czas byłam z niego zadowolona. Gdy włosy trochę odrosły poszłam je nawet ponownie podciąć, ale znów trafiłam na kiepskiego fryzjera, który zamiast uszczęśliwić... załamał. 

Po tej katastrofie, podjęłam definitywną decyzję o ponownym zapuszczaniu i wróciłam do mojej starej fryzjerki, która jako jedyna potrafi swoją pracą mnie zadowolić.

W tej chwili jestem baaaaaardzo zadowolona z mojej fryzury - mam włosy trochę dłuższe niż do ramion, które są dość mocno pocieniowane. Ku własnemu zaskoczeniu cieniowanie (póki co) mi się podoba, choć przez długi czas byłam jego wrogiem. Dowodzi to tylko tezę, że kobieta zmienną jest! Jedno się nie zmienia - wciąż zapuszczam włosy i już nie mogę się doczekać, gdy będą do połowy pleców!       




Trzymajcie kciuki za moją wytrwałość i za szybki porost (śmieszne słowo) moich włosów :) 
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz