niedziela, 11 września 2011

Masło do włosów?!?!?!

Pisałam już o moim stosunku do masła, który jest raczej pozytywny. Jednak o maśle regeneracyjnym GLISS KUR, mimo szerych chęci, nie jestem w stanie wypowiedzieć się dobrze... 

Zacznijmy od początku. Jest ono przeznaczone do długich, skłonnych do rozdwajania się włosów. Zawiera olejki: araganowy i shea oraz jakiś tajemniczy system regeneracji komórek. Firma Schwarzkopf deklaruje na opakowaniu: "Regeneracja komórek - do 95% mniej łamiących się włosów".

Gdy użyłam je pierwszy raz (masło należy wmasować w wilgotne włosy i rozczesać je, pozostawić produkt na 5 minut, a następnie spłukać) nie odczułam, żeby moje włosy stały się jakieś zregenerowane. Mało tego, nie były nawet miękkie. Łudziłam się, że pewnie efekt będzie widoczny dopiero po dłuższym czasie stosowania. Jednak po 2 miesiącach moje końcówki wyglądały tak jakbym nie używała żadnej odżywki, o masce regenerującej nie wspominając.     

Jest to dość zaskakujące, ponieważ np. pianka do włosów z linii got2be tej firmy jest bardzo dobrym produktem i nie sądziłam, że masło GLISS KUR okaże się taką pomyłką.

Schwarzkops - GLISS KUR - HAIR REPAIR - MASŁO REGENERACYJNE

Jeśli więc zastanawiacie się nad kupnem tego produktu, ja sugerowałabym zrezygnować na rzecz masek lub zwykłych odżywek L'Oréal. Poza tym "masło do włosów" brzmi jakoś tak... ohydnie ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz