środa, 20 lipca 2011

Shoo be doo - Lady in red

Mała czarna, trencz, biała koszula i para dobrze dobranych jeansów, to filary damskiej szafy. Jednak czymże byłaby ona bez chociaż jednej pary szpilek? Dodam - czerwonych szpilek ;). 

Pasują nietylko do wszystkich wymienionych wcześniej rzeczy, ale też do wielu innych zestawów. Mojej wymarzonej pary musiałam bardzo długo szukać.

Cierpliwość się jednak opłaciła. Przedstawiam Wam moje mordercze (pod wieloma względami, których przyzwoitość nie pozwala mi tu opisywać ;) ), czerwone, lakierowane szpilki.  






A tu wersja light, dla tych bardziej zabieganych: BALETKI w moim ulubionym stylu rock-chick :)

Można je nosić grzeczniej - z paseczkami, którymi są łańcuszki...



... ale ja osobiście wolę nosić je bez tych dodatków :)

 
Co ciekawe, znalezienie tych, idealnych, czerwonych baletek nie było wcale łatwiejszym zadaniem.

O ile czerwone szpilki bywają - a to z odkrytymi palcami, a to z paseczkami, a to na dziwnym (w sensie brzydkim, bo dziwne zazwyczaj w kwestii butów może być fajne) obcasie, a to z kokardkami, a to w nieciekawym odcieniu, a to z zamszu, a to ze szpiczastym noskiem, o tyle przez okres trzech lat, czerwonych baletek nie widziałam żadnych! 

Zatem nie trudno wywnioskować, że moja radość jest w tej chwili ogromna! ;)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz