poniedziałek, 4 lipca 2011

Shoo be doo, czyli THINK PINK and Sex and the City

Nie jestem wielką fanką różowego koloru. Nie mogę też powiedzieć, że go nie lubię, bo uważam, że ma w sobie coś uroczego, co w zestawieniu z innymi kolorami wygląda idealnie. Oczywiście róż ma wieeeeeeele odcieni (od pudrowego przez cukierkowy aż do amarantu) i trzeba jednak uważać, bo z tym kolorem łatwo można wpaść w pułapkę.

Pierwsza zasada, którą się kieruję stawiając na ten kolor, to kwestia zestawienia go z innymi kolorami. Od lat mój ulubiony zestaw to granat+róż (bez względu na odcień). Preferuję granat od czerni, która dla tego duetu jest wg. mnie za ostra. Ładnie wygląda też beż+róż (biały może dać tandetny efekt) lub szary+róż. Niekonwencjonalne połączenia, które czasami wdrażam w codzienność to czerwień+róż (odcienie muszą się zgadzać), pomarańcz/koral+róż, turkus+róż (z tym ostrożnie) i trawiasta zieleń+róż.  

Druga zasada - chyba nawet ważniejsza, to: Im mniej, tym lepiej. Oznacza to, że jeśli decyduję się na założenie różowych butów, to już nic więcej nie powinnam ubrać w tym kolorze. 

Przedstawiam moje cukierkowo-różowe szpilki, które sprawiają, że czuje się jak Carrie Bradshaw z "Sex and the City" ;)  


Lubię je nosić do granatowych, lekko podwiniętych rurek, lub marynarskich motywów (granat+białe paski) jako alternatywę dla czerwieni. Świetnie przełamują też biurową szarość :)

  

Jeśli różowe szpilki to zbyt wiele słodyczy, zawsze można wybrać np. kolczyki albo szal. Ja bardzo lubię moją spinkę do włosów w kolorze pudrowego różu, którą ozdabiam koczek baletnicy.


A na koniec dodam, że jako dziecko kochałam się w Różowej Panterze! :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz