piątek, 4 lutego 2011

B is for Bobbi

"Każda kobieta powinna nauczyć się bycia ekspertem w sprawie pielęgnacji własnej skóry" 
- Bobbi Brown

Racja. Ale ktoś i coś musi nam w tym pomóc - z czasem na czele. 

Przez wiele lat uczyłam się swojej skóry, która niestety nie jest idealna. Ostro walczyłam z jej niedoskonałościami, co często przynosiło odwrote do zamierzonych skutki. Okazuje się bowiem, że skóra mieszana jest najbardziej uciążliwa ze wszystkich. Łatwo ją przesuszyć, łatwo też obciążyć. Broniąca się przed wysuszeniem skóra, zaczyna produkować więcej sebum, którego chcemy się przecież pozbyć. Dlatego uwaga na kremy matujące. Z kolei tłuste kremy, teoretycznie zapobiegające wysuszeniu, blokują pory, co skutkuje zapaleniami mieszków włosowych. 

Jak więc pielęgnować skórę twarzy, która na policzkach jest sucha a błyszcząca w strefie T? Potrzeba balansu pomiędzy wysuszeniem i natłuszczeniem. Ten kompromis zapewnia NAWILŻENIE, przy czym musi być ono odpowiednie. Proste, ale w teorii. Praktyka bywa trudniejsza. Jak znaleź TEN krem? Jedno jest pewne, nawet jeśli już taki znajdziemy, po jakimś czasie trzeba go będzie zmienić, bo skóra się przyzwyczai i przestanie reagować. Oczywiście później można do niego wrócić.

W zeszłym roku, tuż przed 27 urodzinami postanowiłam zainwestować w podstawowy jak mi się wówczas wydawało zestaw: krem+podkład. Zachęcona pozytywnymi opiniami o kosmetykach Bobbi Brown, udałam się do drogerii na konsultację. Poznałam sympatyczną panią Kasię, która wprowadziła mnie w magiczny świat Bobbi Brown opowiadając o całej filozofii tej marki, która zachwyciła mnie swoją naturalnością i profesjonalizmem za razem.

Zaczęłyśmy zastanawiać się nad odpowiednim dla mnie kremem. Wybór padł na LOTION. Zdziwiłam się, bo zawsze sądziłam, że lotion stosuje się raczej do ciała niż do twarzy. Ale ten od Bobbi jest wyjątkowy. Zawiera antyoksydanty w postaci witaminy E, która pomaga w zwalczaniu szkodliwych dla cery, wolnych rodników. Rumianek wygładza i "uspakaja" skórę. Lotion jest lekki, nawilżający i dzięki swojej formule szybko się wchłania stanowiąc idealną bazę pod makijaż.

Okazało się, że w moim wieku (!!!) TRZEBA już zacząć pielęgnować skórę wokół oczy. Ba! Było już nawet trochę późno! Poczułam się winna, więc postawnowiłam naprawić swój błąd (jednocześnie zadając sobie finansową pokutę ;) ) i kupić krem pod oczy.    

Pani Kasia poleciła mi szybko wchłaniający się krem pod oczy, który stapia się ze skórą pozostawiając ją miękką, wygładzoną i odświeżoną aż do 24h. Ważne, aby krem stosowany w okolicach oczu nie był zbyt obciążający - ten nie jest. W jego skład wchodzi m.in. aloe vera, ekstrakt z orzechów laskowych, ziaren jojoba i olejek z avocado. Ponieważ krem pod oczy był dla mnie czymś nowym przeszłam od razu szybki istruktaż aplikacji: nakłada się go opuszkami palców, delikatnie wklepując dookoła oczu. Słoiczek jest mały, ale pani przekonywała mnie, że poniważ nakłada się go malutko - wystarczy mi na 2-3 lata! Od tamtej pory minie niebawem rok codziennego stosowania, a ja nawet nie zużyłam 1/3 zawartości słoiczka! :)



Od lewej:
Tinted Eye Brightener - Bisque
Natural Finish Long Lasting Foundation SPF 15 - Natural (4)
Protective Face Lotion SPF 15 
Hydrating Eye Cream 

Kolejnym krokiem w moim mini szkoleniu, był dobór odpowiedniego podkładu. Nie chodziło tylko o kolor (chociaż wybór z 20 odcieni, może stanowić problem), ale przede wszystkim o rodzaj. Pani Kasia zaproponowała Moisture Rich Foundation SPF 15, który jak nazwa wskazuje nawilża. Przestraszona trochę ilością nawilżenia, stwierdziłam, że to gwarantowane mi przez lotion wystarczy, ale za to wolę więcej krycia. Zatem wybór padł na natural Finish Long Lasting Foundation i jestem zadowolona! O różnych porach roku, moja skóra po całym dniu w pracy wygląda tak samo dobrze jak rano. Kolor jest idealny, bo stapia się ze skórą. Mój odcień to 4. Do aplikacji podkładu używam pędzla do podkładu, którym wcześniej nakładam lotion. Dzięki temu włoski pędzla nie absorbują podkładu, który łatwiej i bardziej równomiernie rozprowadza się na twarzy. Formuła podkładu absorbuje nadmierne sebum z powierzchni skóry, a specjalne molekuły zatrzymują wilgoć wewnątrz skóry, dzięki czemu cera jest idealnie zbalansowana. 
   
Na deser coś, co dziś uważam za swój niezbędnik - Tinted Eye Brightener, czyli rozświetlacz pod oczy, który jest lekkim korektorem maskującym cienie pod oczami. Dzięki niemu cały make-up wydaje się świeższy, a oczy bardziej otwarte, co przydaje się zwłaszcza, gdy rano w pośpiechu maluję się do pracy. A spieszę się zawsze, bo jako śpioch ciągle za późno wstaję ;) Dostępny jest w 8 odcieniach i ma super wygodne opakowanie - jest jak pisak tylko, że z miękkim pędzelkiem.

Dziś jestem bardziej świadoma tego, czego potrzebuje skóra mojej twarzy i jakich kosmetyków powinnam używać. Te które oferuje Bobbi Brown, są świetnej jakości i można dopasować je idealnie do potrzeb swojej skóry. Lotion i krem mają ziołowe i "zdrowe" zapachy, które przekonują o swojej naturalności. Ogromny plus za cudowne opakowania (jak z przedwojennych aptek), do których mam ogromną słabość. Wszystko to powoduje, że zakup tych kosmetyków, które do tanich nie należą, nie boli aż tak bardzo :) 

Podsumowując, podstawowy zestaw to nie krem+podkład, a raczej: lotion+krem pod oczy+podkład+rozświetlacz/korektor. I nie może być inaczej! :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz