czwartek, 13 lutego 2014

Shoo be doo - Wine boots

Witajcie!

Wygląda na to, że znów napiszę o butach (a mam jeszcze parę par do opisania, zatem szykujcie się na obuwniczy sezon)!

Chyba jeszcze nie pisałam Wam o moich bordowych botkach. To jest żywy dowód na to jakie mamy zaległości.

Botki kupowałam... UWAGA... latem! :) 

Idealnie pasowały na gołe nogi, do jeansowej, krótkiej sukienki z wyszywanym motywem boho. Wiedziałam jednak, że przydadzą się też do innych zestawów - zwłaszcza, że jesienią kolor wina był bardzo modny.


Są zamszowe i mają wstawki z licowanej skóry. Charakteryzuje je szpiczasty nosek, który nie jest typowy dla mnie. Może dlatego tak je lubię, bo są inne od tych butów, które zazwyczaj wybieram.


Długość idealnie do kostki powoduje, że wyglądają dobrze zarówno do spodni jak i spódniczek, czy sukienek.


Obcas w tych botkach nie jest zbyt wysoki, więc wygodnie się w nich chodzi, a te parę centymetrów działa jednak korzystnie na sylwetkę. Podoba mi się także ozdobne wykończenie na piętach, które jest miłym akcentem dla takich estetycznych wariatów jak ja ;)


Jak widać zapinane są na zamek wszyty po wewnętrznej stronie, który ułatwia ich zakładanie.

Nosiłam je głównie jesienią, ale sądzę, że obecna aura sprowokuje mnie do tego, aby częściej je wykorzystywać.

Moje ulubione zestawy to, gdy łączyłam je z koronkową spódnicą i kremową bluzką w bordowe, etniczne wzory (w ostatnie dni lata też bez rajstop) lub do "skórzanych" bordowych rurek lub jak niedawno - do wzorzystych spodni 7/8 :) 




poniedziałek, 10 lutego 2014

Stay fit!

Jak Wam idzie dotrzymywanie noworocznych postanowień?

Minął ponad miesiąc, więc warto przypomnieć sobie swoje deklaracje i zrobić małe rozliczenie, które pomoże w dalszej realizacji celów.

Moje postanowienia na 2014 znajdziecie tu

Było tam dużo o zdrowiu i ruchu. Prawdą jest, że dotrzymywanie tych postanowień idzie mi póki co najlepiej. 

Frytki zjadłam 1 raz i to tylko dlatego, że nie wypadało mi odmówić gospodarzom spotkania. Nie jest więc najgorzej, ale muszę się pilnować.

Dobre wieści są jednak takie, że ruszam się - od zeszłego tygodnia wyjątkowo intensywnie. W motywacji pomaga mi mój strój, który dostałam na Gwiazdkę :)



Praktycznie każdego dnia staram się mieć jakiś "wysiłek". 

Zeszły tydzień wyglądał tak:

wtorek - bieżnia (50 min) + ćwiczenia wybranych grup mięśni na siłowni
środa - basen (35 min)
piątek - orbitrek (30 min) + brzuszki i inne ćwiczenia wzmacniające mięśnie
sobota - brzuszki + ćwiczenia na mięśnie rąk i pośladków
niedziela - basen (30 min)

Plan na ten tydzień wygląda tak:

poniedziałek - sauna + jacuzzi & sprzątanie domu ;)
wtorek - bieżnia (50 min) + ćwiczenia wybranych grup mięśni na siłowni
czwartek - orbitrek (30 min) + brzuszki i inne ćwiczenia wzmacniające mięśnie
sobota - spacer nad morzem + ćwiczenia a la Chodakowska
niedziela - basen


Chciałabym utrzymać ten aktywny (jak na mnie) tryb życia jak najdłużej - póki jeszcze mogę wydzielić na niego odpowiednią ilość czasu po pracy. Mam nadzieję, że już po miesiącu będę widziała różnicę, która przełoży się na dalszą motywację do pracy nad swoim ciałem.

Muszę przyznać, że całkiem nieźle idzie mi także utrzymanie dietetycznego reżimu i odżywiam się zdrowo. Myślę o tym CO, KIEDY i ILE jem, czyli nastąpiła totalna metamorfoza. Do tej pory zupełnie nie przejmowałam się kwestiami żywieniowymi a z jedzenia czerpałam jedynie przyjemność ;)


Nie jestem dietetykiem, ani ekspertem w tej dziedzinie. Sama narzuciłam sobie pewien sposób odżywiania, który sprawił, że czuję się lepiej - psychicznie i fizycznie. Staram się, aby posiłki były różnorodne - zmieniam owoce, warzywa, rodzaje mięs oraz dodatków. Pilnuję, aby w posiłkach były białka, tłuszcze, witaminy i błonnik.

Ok. 10:00 
Na śniadania jem płatki (niesłodkie) lub jogurt naturalny ze świeżymi owocami, otrębami oraz różnymi pestkami i orzechami. Nie piję gotowych soków, napojów gazowanych i słodzonych. Przez cały dzień pijam więcej wody mineralnej i herbaty zielonej lub białej. Oczywiście całkowicie zrezygnowałam ze słodyczy (z tym nie miałam większego problemu, bo nie jestem za słodkim) i białego pieczywa. Teraz od czasu do czasu skuszę się na pumpernikiel lub inny chleb z ziarnami. Jem więcej owoców - także jako przekąskę pomiędzy posiłkami i warzyw. 

Ok. 13:00
Lunch jem w pracy, więc albo jest to zupa lub mała kanapka z serkiem wiejskim, pomidorami, zieleniną. Od czasu do czasu jadam też łososia wędzonego lub tuńczyka, bądź coś co przygotowałam sobie wcześniej w domu np. sałatkę.

Ok. 16:00-17:00
Pod koniec dnia w pracy jem przekąskę w postaci jabłka, mandarynek lub banana.

Ok. 19:00-20:00
Na kolację staram się jeść mięso lub sałatkę i aby porcje były mniejsze niż dotychczas. Nie zapycham się ziemniakami i stawiam na zdrowszą kaszę, ryż lub pełnoziarnisty makaron z warzywami. 

Nie odczuwam głodu, ponieważ ciągle coś jem ;) Chodzę spać po godz. 24:00, zatem mam czas na strawienie kolacji. Poza tym, zazwyczaj po kolacji idę uprawiać sport.  


Moje postanowienie a propos alkoholu w lutym niestety nie wypaliło. Nad czym bardzo ubolewam. Było kilka spotkań służbowych oraz prywatnych na których nie udało się nie pić - chociaż kieliszka wina, cydru lub drinka. Niestety już wiem, że od marca do maja również tego nie uniknę, więc może przełożę postanowienie na czerwiec? ;)

Także z oszczędnościami nie idzie mi zbyt dobrze i mimo tego, że w styczniu i lutym udało mi się już wpłacić trochę środków na kartę, to już wiem, że im bliżej wiosny tym będzie coraz gorzej... bo wchodzą już nowe kolekcje, którym nie mogę się oprzeć. Ale pracuję nad sobą :)


Mam nadzieję, że już niebawem będę mogła kupować ubrania o 1 rozmiar mniejsze! I tej wersji się muszę trzymać! :)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Shoe be doo - Grzeczne biker'y

Od ponad dwóch lat szukam butów, które odpowiadałyby mojemu wyobrażeniu o w stylu biker.  Cały czas mam wrażanie, że to misja wręcz niewykonalna. Wydaje mi się, że przyczyną jest mnogość kryteriów, które według mnie muszą zostać spełnione, aby stwierdzić, że to jest to! 

Te wszystkie parametry, o których przeczytacie poniżej, ciężko mi jest sprowadzić do jednej pary butów. 

Wczoraj znalazłam parę, która w dużej mierze spełnia moje oczekiwania, jednak nie jest aż tak "niegrzeczna, rockowa i masywna" jak wymarzone biker'y, które istnieją chyba jedynie w mojej głowie, ale za to nadaje się do biura :)


W moich poszukiwaniach chodzi o to, aby kolor i rodzaj skóry, długość i fason cholewki, kształt noska, wysokość obcasa, rodzaj i kolor ozdób, współgrały tworząc idealną parę bikerów. Proste, prawda? ;)

Kolor i rodzaj skóry - czarna, licowana. Absolutnie nie zamsz ani nubuk.



Długość i fason cholewki - nie za krótkie i nie za wysokie. Proporcja między długością buta a cholewką powinna być zachowana. Jednak przede wszystkim nie mogą być zbyt odstające, aby nie wyglądały groteskowo, ale też nie za przyległe, bo mogłyby wyglądać jak obcięte oficerki. 


Cel jest taki, aby dobrze wyglądały zarówno do grubych rajstop lub legginsów jak i do spodni rurek.

Nosek powinien być okrągły i trochę zadarty do góry, a niewysoki obcas i podeszwa muszą, jak to w tego typu butach, oczywiście wyglądać dość masywnie.




Ozdoby to oczywiście klamry, skórzane paski, łańcuszki ew. ćwieki - w kolorze złota lub starego, poczerniałego złota.


Podsumowując, model na który się zdecydowałam podczas wyprzedaży, ze wszystkich setek par przymierzanych przeze mnie do tej pory w różnych sklepach najbardziej odpowiada moim założeniom.

Sądzę, że będą praktyczne, bo łatwo się je wciąga na stopy i są super wygodne. Możliwe, że z biegiem czasu, gdy trochę się zniszczą - nabiorą trochę charakteru. Póki co poszukiwania zawieszam, ale sądzę, że nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w temacie perfekcyjnej pary biker'ów :)

Możecie je oczywiście zobaczyć też w ramach #OOTD na FB mojego bloga. Zapraszam :)

piątek, 24 stycznia 2014

Różowo mi! Nie.

Nie pisałam w szczegółach o tym, jakie prezenty dostałam na Gwiazdkę, ale myślę, że o tym warto napisać. 

Perfumy to bardzo elegancji i drogi upominek, który jednak często może stać się małym problemem. Zwłaszcza, gdy jest to flakon 50 ml!

Tak stało się właśnie w moim przypadku, ponieważ zapach, który otrzymałam nie do końca mi odpowiada.   

Mam już dwa zapachy z tej serii - klasyczny i zielony, więc z pozoru szanse na nietrafienie wydawały się dla kupującego minimalne.  Bo przecież muszę lubić zapachy Chloé, które akcentują kreatywność, indywidualność i pewność siebie kobiety. Racja. Lubie je bo są świeże i kobiece, pasują do niezależnego charakteru i naturalnego, wrodzonego wyczucia elegancji. 

Niby wszystko się zgadza, ale zapach niestety mi nie pasuje. Lubię zapach róż, ale gdy pachną nim kwiaty. Niestety w kosmetykach ten zapach róż po prostu źle na mnie działa i wydaje mi się zbyt staroświecki, co kłóci się z moją osobowością.


Podobno kompozycja Roses de Chloé jest bardziej swawolna i mniej wyszukana, niż jej poprzedniczki, wnosząc do zapachowego terytorium lekki powiew swojej delikatnej, uroczej natury. 

Oprócz esencji róży damasceńskiej można wyczuć w nim orzeźwiającą bergamotkę i magnolię. Dla fanek zapachów drzewnych, pudrowych dodano tam białe piżmo i ambrę, które pozostawiają na skórze pachnący ślad symbolizujący wartości charakterystyczne dla domu marki Chloé.


Bardzo mi przykro, że nie pasuje mi ten zapach. Próbowałam się do niego przekonać i użyłam go dwa razy, ale z marnym skutkiem. Jestem pewna, że są odoby, które będą zachwycone Roses de Chloé, ale ja niestety nie dołączę do ich grona. Chyba, że w kontekście samego flakonu, który będzie zdobił moją tackę z perfumami. 

Może nie wszyscy wiedzą, że inspiracją dla tego kanciastego flakonu z plisami były oryginalne rękawy bluzki Chloé. Flakon z posrebrzaną metalową płytką zdobiony ręcznie wiązana szarfą podkreśla perfekcję rzadką wśród nowoczesnych perfum. Powiew stylu vintage w połączeniu z nowoczesnymi elementami to niepowtarzalna sygnatura Chloé. 


Jak zwykle dodam, że mnie osobiście nic to nie mówi, ale poniżej podaję informację o nutach zapachowych, których drzewno-kwiatowa kompozycja ma przywołać na myśl bukiet świeżo ściętych róż. 

Nuta głowy: esencja z bergamotki 
nuta serca: esencja z róży damasceńskiej oraz akord magnolii 
nuta bazy: białe piżmo szara ambra


A czy Wam zdarzyło się kiedyś otrzymać nietrafiony prezent? Były to perfumy? Co zrobiłyście?

niedziela, 19 stycznia 2014

Back from London :)

Dzisiaj rano wróciłam z kilkudniowego pobytu w Londynie. Było cudownie i jestem bardzo zadowolona. Pogoda dopisała, bo było ciepło, a przelotny deszcz nie przeszkadzał, gdy zza chmur wychodziło słońce.

Codzienne spacery po mieście - głównie wieczorem oraz wizyty w muzeach to sposób na miłe spędzanie czasu w tej metropolii.



Nie mogło także zabraknąć uczt kulinarnych. W repertuarze była między innymi kuchnia meksykańska, japońska i brytyjska. Na więcej (m.in. kuchnię indyjską) tym razem nie wystarczyło czasu.



Cały jeden dzień poświęciłam na shopping. Miałam nadzieję, na korzystne oferty podczas wyprzedaży. Niestety jednak, te się już kończą i wchodzą zachwycające, nowe kolekcje. Nie mogłam się powstrzymać i oczywiście, jak zwykle, walizka była cięższa w drodze powrotnej ;)

Poniżej prezentuję Wam moje zakupy w podziale na kategorie.

FOOD & CROCKERY


Kupiłam kwiecisty kubek Cath Kidston, w którym się zakochałam od pierwszego wejrzenia. 


Ma wzór w kolorowe kwiaty na tle w moim ulubionym odcieniu algowo-miętowo-szarym :)


Marka Cath Kidston stworzyła świetne sklepy, w których z łatwością można stracić głowę. 


Ja prawie oszalałam - nie było rzeczy, która nie byłaby śliczna - od porcelany właśnie, poprzez tkaniny i tapety, akcesoria do domu, kuchni i łazienki, aż po meble, kosmetyczki a nawet ubrania.


Ostatecznie wyszłam z kubkiem do herbaty, który będzie cudownym wspomnieniem mojej kolejnej już wizyty w Londynie.


W ramach zdrowej przekąski zaopatrzyłam się w zestaw batoników 9bar.


Są bardzo smaczne - stworzone z różnych ziaren i z jednej strony pokryte mleczną czekoladą. Wesprą mnie one w trakcie mojego noworocznego programu dietetycznego ;)


HAIR


Produktów do włosów nigdy nie za wiele :) Oprócz sprawdzonych, suchych szamponów w podróżnej pojemności skusiłam się na nowość - puder zwiększający objętość włosów tej samej firmy.

Oprócz tego zainwestowałam w akcesoria do włosów. W sezonie zimowym muszę koniecznie spinać włosy, ponieważ bardzo mi się plączą (zwłaszcza na karku) od szali, kołnierzy itp.

Najbardziej ucieszyłam się z przezroczystych gumek do włosów, które przydatne są zwłaszcza, gdy plecie się warkocz. Długo szukałam ich w Polsce, a znaleźć udało się je w UK :) 

NAILS



Wszyscy chyba już wiedzą, że mam słabość do Essie. Kolejny szary lakier w ciekawym odcieniu (ESSIE - Praka perfect) i zupełna nowość w mojej kolekcji - coś z brokatem (Essie - On a silver platter) :)

FACE & BODY


Do pielęgnacji twarzy i ciała kupiłam trzy mini produkty. 

Pierwszy to intensywnie nawilżający balsam do ciała firmy SOAP&GLORY, który pachnie jak perfumy Miss Dior Cherie. 

Drugi produkt, słynnej marki oferującej kosmetyki SPA - Sanctuary, służy do mycia twarzy i bardzo dobrze się sprawuje. 

Ostatni produkt to morelowy peeling, który zawiera drobinki z pestek tego owocu i pięknie pachnie. 

MAKE-UP


Aż sama się sobie dziwię, że do makijażu kupiłam tylko jeden produkt ;) Stało się tak, ponieważ w grudniu kupiłam trochę więcej.


Skusiłam się na róż firmy Sleek w kolorze Antique 142. Mam już parę róży tej firmy i jestem z nich bardzo zadowolona, ponieważ nie dość, że mają ładne kolory to cechuje je także niezwykle intensywna koncentracja pigmentów.  


Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i już na miejscu zaczęłam go używać :)

FASHION


Tak jak pisałam na początku, wyprzedaże mnie nie zachwyciły - brakowało rozmiarów i wyboru, a gdy udało się coś wyhaczyć, to okazywało się, że rzecz ma jakiś defekt - albo materiał jest zaciągnięty, a to rozerwany albo krzywo uszyty.


Odpuściłam więc SALE (kupiłam tylko satynowa bluzkę) i skoncentrowałam się na nowych kolekcjach.


Od dołu:
Bluzka bez rękawków z orientalnym wzorem
Różowa spódnica długości do połowy łydki w stylu lat 50. (foto poniżej)
Biała sukienka z "dresowego" materiału z ciekawą fakturą (foto)
Granatowa sukienka w białe grochy i kołnierzykiem (foto)
Satynowa bluzka z falbaniastymi rękawami w kolorze oliwkowo-srebrzystym (foto)
Szal we florystyczny wzór na różowym tle 





Już nie mogę doczekać się, kiedy będę mogła nosić te wszystkie rzeczy. Część z nich oczywiście niebawem doczeka się premiery, bo nadaje się do tworzenia zimowych zestawów. Możliwe, że nawet jutro.

Właśnie jutro wracam do pracy, a po tylu dniach wolnego będzie to dość trudne. Trzymajcie kciuki, żeby ten tydzień był spokojny, a w przyszły weekend  (a może wcześniej?) powinien pojawić się kolejny post.

niedziela, 12 stycznia 2014

Sales 2014!

W tym roku moja przygoda z wyprzedażami była krótka i w sumie niezbyt intensywna. Skoncentrowałam swoje siły strategicznie i zaatakowałam grupę Inditex. W ich sklepach upolowałam kilka ciekawych łupów, które obserwowałam od jakiegoś czasu.

Jak już wiecie na wyprzedażach kupuję zwłaszcza rzeczy, które będę mogła wykorzystać w nowym sezonie. Mimo, że nie ma jeszcze prawdziwej zimy, jak widać ja i tak myślę już o wiośnie i lecie ;)

Chociaż jedna rzecz z wyprzedaży jest zimowa. Kupiłam ją w ostatni dzień 2013 roku, podczas wyprawy sylwestrowej do Luksemburga, gdzie nagle zrobiło się chłodno. Granatowy sweter w kremowe paski z kaszmiru i wełny bardzo mi się przydał i rozpoczęłam w nim Nowy Rok 2014.


Poniżej zdjęcia pozostałych rzeczy, które w pełnej krasie będzie można, prędzej czy później, zobaczyć w moich OOTD na Facebook'u bloga.


Od dołu:
Koszula z rekawem 3/4 w kwiaty z mojej ulubionej gamy kolorystycznej
Biała bluzka (idealna do pracy) z falbankowym rękawkiem
Malinowa wersja białej bluzki
Cielisty top, który nosi się pod prześwitujące rzeczy np. sweterki
Cielisty, ażurowy sweterek z długim rękawem
Wąskie spodnie 7/8 z pięknym pejzażem  


Oprócz koszuli właściwie wszystkie te rzeczy, odpowiednio zestawione z ciepłymi można nosić teraz. W moim biurze jest raczej ciepło, więc bluzka pod swetrem lub marynarką może się sprawdzić. Podobnie jest z cieniutkim swetrem, na który mogłabym narzucić np. futrzaną kamizelkę i też będzie ok. 

Kupiłam też liliową bluzkę z długim rękawem i wzorzyste szorty do spania do kompletu. Połowa ceny za pidżamkę, to zawsze dobry interes :)

Na deser prezentuję jeszcze jedną zdobycz, z której cieszę się chyba najbardziej i której niestety póki co nie wypada nosić. Są to skórzane baletki z moim ulubionym motywem snake skin, ale w tym razem w wersji super neutralnej. 


Już widzę je zestawione razem z granatowymi jeansami, cielistym sweterkiem i trenczem. A do tego obowiązkowo czerwona pomadka ;) 

Myślę, że powinien o nich powstać niezależny post, co sądzicie?

W środę lecę do Londynu, gdzie z pewnością także trwają jeszcze SALES, więc może moja kolekcja łupów się powiększy. 

A jak tam Wasze polowanie? Znalazłyście jakieś perełki na wyprzedażach?


niedziela, 5 stycznia 2014

Hello, 2014!

Już od paru dni możemy się nim cieszyć i robić plany. Rok 2014. 

Ciekawe jaki będzie, choć w dużej mierze zależy to od nas samych - właśnie od naszych planów, wyborów, postanowień, ludzi jakimi się otaczamy i sytuacji w jakich przyjedzie nam się znaleźć. To nad czym nie mamy kontroli (i co w tej chwili akurat przyszło mi do głowy) to jedynie zdrowie i pogoda, chociaż i tu są pewne metody ;) 


W każdym razie mam nadzieję, że wszystkie okoliczności wpłyną pozytywnie na całokształt - tak abyśmy 31.12.2014 mogli powiedzieć, że to był szczęśliwy rok.

Zawsze byłam odrobinę sceptyczna jeśli chodzi o postanowienia noworoczne. Wydawało mi się, że to sztuczna motywacja, która i tak długo nie trwa. 

Dzisiaj jednak uważam inaczej. Może dlatego, że na 2013 postanowiłam sobie właściwie tylko jedną rzecz - nie jeść frytek przez cały rok i prawie mi się to udało. Dzięki postanowieniu zamiast 100 powodów do zjedzenia było ich w sumie może 5? Jedni skrytykują, że co to za postanowienie, skoro złamałam je aż pięć razy, ale ja wolę widzieć szklankę do połowy pełną i myśleć o tych potencjalnych 95 okazjach kiedy powiedziałam sobie i frytkom NIE :)

Skoro mam mini powód do tego, aby być z siebie dumną, dlaczego nie zafundować sobie kolejnych?


Moje postanowienia na 2014 i zarazem pierwszy krok do nadania swojemu życiu odpowiedniego biegu:

1. Nie jeść frytek przez cały rok (z wyjątkiem moich urodzin). 
2. Ruszać się - tj. uprawiać jakiś sport min. 2 razy w tygodniu.
3. Przejść na dietę od 06.01., aby zrzucić parę kg oraz narzucić sobie reżim zdrowego odżywiania się.
4. Nie pić żadnego alkoholu w lutym. Od razu dodam, że nie mam problemu z alkoholem, ale uważam, że warto czasami oczyścić całkowicie organizm i przy okazji trochę potrenować silną wolę.
5. Oszczędzać pieniądze tj. spłacić kartę kredytową i zacząć co miesiąc odkładać daną kwotę na oddzielne konto.

Postanowienia tak jak cele powinny być SMART czyli Specific, Measurable, Attainable, Relevant, Time-bound, więc czasami lepiej skupić się na jednym i go wdrożyć niż pozostać z całą listą rzeczy niezrealizowanych.  


Kolejny krok to plany, które w moim przypadku zazwyczaj związane są z wyjazdami. Wiem już na pewno, że w styczniu lecę na kilka dni do Londynu a w połowie grudnia (!) spędzę weekend w Berlinie odwiedzając m.in. Weihnachtsmarkt :) Kolejne pewne podróże pojawią się w kluczowych terminach takich jak Wielkanoc i moje urodziny. Wakacji letnich jeszcze nie planuję. 

Kalendarz jest oczywiście bardzo użyteczny w aranżowaniu czasu. Przykładam dużą wagę do tego jaki on jest :) O latach poprzednich poczytacie tutaj i tutaj.



Tak jak pisałam początek nowego to także podsumowania mijającego roku. Chociaż był to rok bardzo smutny dla mojej rodziny, to jeśli chodzi tylko i wyłącznie o moją osobę nie mogę narzekać i powinnam nazwać go udanym. 

Robiłam to co uwielbiam, czyli dużo podróżowałam - podliczyłam, że na przestrzeni 12 miesięcy odwiedziłam 6 europejskich stolic i 6 krajów (Grecja, Niemcy, Węgry, Włochy, Anglia, Luksemburg) oraz wiele polskich jak i zagranicznych miast - niektóre nawet kilkukrotnie.


Oprócz tego, w 2013 skończyłam skończyłam 30 lat. Urodziny świętowałam w maju na Krecie, ale imprezę urodzinową z braku czasu urządziłam dopiero w grudniu. Było to bardzo miłe i ciekawe przeżycie, bo przyjęcie łączyło wiosnę z klimatem zbliżających się świąt :)


Chciałabym, aby rok 2014 był radosny i przyniósł zdrowie w szczególności tym, którzy niedomagają. Ponadto, dla mnie jako dla dojrzewającej kobiety z niedojrzałym podejściem do życia, mogłaby już nastąpić transformacja dokonująca pewnej korekty moim statusie ;) To znaczy, że dużą pewnością mogę stwierdzić, iż jestem gotowa na ważne życiowe zmiany. 

Pozdrawiam Was i przy okazji pytam jak Wam minął 2013? Czy też macie jakieś postanowienia na 2014? Widzicie w nich sens? Trzymacie się ich?

PS. Pamiętajcie o Mika's glam blog na Facebook'u :)